Przez długi czas myślałam, że w pewnym momencie życia wszystko powinno się ułożyć. Że przychodzi dzień, w którym człowiek wstaje rano z poczuciem spokoju, jasności i pewności, że dokładnie wie, co robi. Że dorosłość to stabilność — emocjonalna, życiowa, wewnętrzna.
Czekałam na ten moment dłużej, niż chciałabym przyznać.
Zamiast niego przychodziły kolejne etapy, zmiany, nowe role i nowe pytania. Im więcej odpowiedzialności, tym częściej łapałam się na tym, że wcale nie czuję się bardziej „ogarnięta”. Raczej bardziej świadoma tego, jak niewiele da się zaplanować do końca.
Życie rzadko układa się w równe linie
Dziś wiem, że to przekonanie — że wszystko powinno być poukładane — było dla mnie ciężarem. Cichym, ale stałym. Sprawiało, że w chwilach chaosu zamiast troski pojawiała się frustracja. Zamiast zgody — poczucie, że znowu czegoś nie dowiozłam.
A przecież życie rzadko układa się w równe linie.
To nie błąd w systemie
Są dni spokojniejsze i takie, które zaczynają się w biegu i kończą zmęczeniem. Są momenty, w których czuję wdzięczność, i takie, w których mam ochotę po prostu zniknąć na chwilę. I coraz częściej myślę, że to nie jest błąd w systemie. To jest system.
Nie muszę mieć wszystkiego poukładanego, żeby iść dalej.
Nie muszę znać odpowiedzi na każde pytanie.
Nie muszę być spokojna, silna i konsekwentna jednocześnie.
Pozwalam sobie być w drodze
Pozwalam sobie być w drodze. Zatrzymywać się. Zmieniać zdanie. Przyznawać, że coś jest dla mnie trudne, nawet jeśli „inni jakoś dają radę”.
Być może na tym podlega dorosłość
Być może dorosłość nie polega na tym, że w końcu wszystko wiemy.
Być może polega na tym, że uczymy się żyć w niepewności z odrobiną większą łagodnością wobec siebie.
Jeśli dziś masz wrażenie, że coś się w Tobie rozsypało — to nie musi oznaczać porażki. Czasem to po prostu znak, że coś domaga się uwagi, a nie kontroli.
Nie wszystko musi być poukładane.
Czasem wystarczy, że jest prawdziwe.
A Ty — czy zdarza Ci się odczuwać presję, by mieć wszystko poukładane? Podziel się swoimi przemyśleniami w komentarzu. Czasem wystarczy, że ktoś zrozumie, aby poczuć ulgę.